Głosy znad krawędzi – refleksje na temat tragedii Szekspira ,,Król Lear”
Ludzka natura jest przewrotna. Bywa, że człowiek błądzi najbardziej, gdy jest przekonany o słuszności obranego kierunku. Jest najbardziej ślepy, gdy wydaje mu się, że zna prawdę. Postępuje najbardziej nieostrożnie, gdy stara się za wszelką cenę zapanować nad losem i dopiero na skraju załamania odzyskuje rozum. Do takich refleksji prowokuje sztuka Król Lear, której tytułowy bohater mierzy się ze zmierzchem własnej potęgi.
Oto
władca zamierza podzielić królestwo pomiędzy swoje trzy córki. Przedtem zachęca
je do licytowania się o ojcowską przychylność, pytając, która kocha go
najbardziej. Goneril i Regana pochlebstwami zjednują sobie poparcie,
natomiast Kordelia buntuje się przeciwko oportunizmowi, rozbudzając w głównym
bohaterze furię. W jednej chwili ojciec wyrzeka się tej, którą ponoć kochał
najbardziej, słysząc, że dziewczyna kocha rodzica tak jak nakazuje powinność,
nie mniej i nie więcej. Niestety, uczucia dwóch pozostałych córek okazują się
równie efemeryczne, co przywiązanie Leara. Po przejęciu władzy sprowadzają ojca
do roli niedołężnej kukiełki. Stopniowo zmuszają go do rezygnacji z własnego
orszaku i opuszczenia królestwa. Pozbawiony jakiejkolwiek sprawczości Lear zagłębia
się w otchłań szaleństwa, odkrywając, że jedynie pełnia władzy zapewniała mu szacunek.
Jej brak prowadzi starca do konfrontacji z własną impulsywną, egocentryczną
naturą, której pokłosia coraz dotkliwiej żałuje – lekkomyślnego wypędzenia
córki oraz wiernego sługi, Kenta. Tragizm głównego bohatera nie wynika
wyłącznie z niewdzięczności własnych dzieci, ale przede wszystkim z faktu, że
sam król budował życie na kłamstwie. Jak bowiem inaczej nazwać zemstę na
najbliższych osobach, które nie były gotowe zaspokoić jego narcystycznych
oczekiwań? Szekspir nie tylko mierzy się z problemem mityzacji rodzicielskich
autorytetów, ale także obnaża gorzką prawdę na temat mechanizmów rządzących
ludzkimi relacjami. Pełne zaufanie Leara do starszych córek budzi ich wstręt, gdyż
wiąże się z ojcowską bezradnością. W momencie przekazania królestwa, Lear
staje się bezużyteczny, zatem zasługuje wyłącznie na banicję. Więzi rodzinne w
sztuce Szekspira przypominają wykorzystywanie błędów przeciwnika na szachownicy.
Odsłanianie słabych punktów niczym w szermierce zachęca pozostałe postaci do
ataku. Tragedię przesyca nieustanna, niemal zwierzęca walka o zajęcie
szczytu hierarchii. W kolejnych aktach córkami coraz mocniej kieruje
wyrachowanie, zaś samym królem – świadomość przemijalności. Ubrany w kwiaty, na
wpół obłąkany wznosi się ponad własną dumę, aby krzyknąć: Rodząc się, płaczemy, żeśmy na wielką błaznów przyszli scenę. Motyw theatrum mundi skłania do rozmyślań na
temat istoty człowieczeństwa, które można zatracić poprzez zamknięcie się
wyłącznie w jednej roli społecznej, w tym przypadku głowy państwa. Jednocześnie
Lear może symbolizować jednostkę uwikłaną we własne złudzenia, kiedy to
większość zdarzeń okazuje się od niej niezależna. Dowodzi tego chociażby
nierówna walka bohatera z własną biologią. Podeszły wiek okazuje się nieuniknionym
pretekstem do strącenia go z piedestału. Tragizm dopełnia brzemienna w skutki pycha
starca niczym hybris z antycznego
teatru. Okrutny chichot losu sprawia, że dopiero w chwili upadku Lear
rozpoznaje swoją sytuację, by ostatecznie umrzeć z żalu po Kordelii. Starsze
córki króla za swoje przywary również płacą najwyższą cenę. Jedna drugą otruje,
po czym sama popełni samobójstwo. W sztuce ponad więzami krwi króluje
namiętność, a chęć przeżycia wyprzedza autodestrukcyjna ambicja, która spala
bohaterów swoim oślepiającym, zimnym światłem. W pozornym chaosie można dostrzec
powtarzalność ludzkich błędów, przede wszystkim upojenie władzą, która niczym
raflezja okazuje się największym możliwym kwiatem, niestety o zapachu gnijącego
mięsa. Szekspir demaskuje człowieka, który był silnym władcą, a równocześnie
nie znał własnej rodziny, dowodząc, że wszelkie zaniedbania zawsze powracają do
nas niczym bumerang. W końcu to sam Lear uczynił ze swojego życia wyścig, który
przegrał z odwieczną kruchością istnienia.
Równie ciekawy wątek stanowi spisek nieślubnego syna hrabiego Gloucestera w celu wyeliminowania brata, przyszłego dziedzica rodzinnej schedy. Edmund, preparując oszczerczy list pod adresem ojca i nakierowując podejrzenia na Edgara, wkrada się w łaski rodzica. Niewinny potomek ucieka przed pościgiem, skazując się na wygnańcze życie jako biedny Tomaszek. Łatwowierny Gloucester odkrywa prawdziwe oblicze Edmunda dopiero, gdy zostaje oślepiony. W ten sposób w sztuce Szekspira ojcowie jawią się jako kolosy na glinianych nogach. Jak przyznaje Gloucester: ,,bo jakże często zawodem dla nas to, co posiadamy, a wybawieniem nasze niedostatki!”. Tym sposobem sztuka udowadnia, że ludzkim losem najczęściej rządzi paradoks – bohater wraz z utratą wzroku dostrzegł własne zaślepienie i łatwowierność. Kiedy napotyka go odtrącony Edgar, nie ujawniając swojej tożsamości, prowadzi ślepca nad Dover, gdzie ten zamierza popełnić samobójstwo. Prawdopodobnie najpiękniejsza scena w tragedii Szekspira to moment, gdy Edgar chwyta w ramiona swojego ojca, ratując go znad krawędzi przepaści. Ich spotkanie okazuje się słodko-gorzkie. Choć wszystko wydaje się stracone, ocalenie rodzinnych więzi, a przede wszystkim cudzego istnienia rozpala iskrę nadziei.
Sztuka
Szekspira tylko pozornie wydaje się ociekać pesymizmem. Przez ołowianą taflę przywar
przebijają się wyższe pokłady uczuć i refleksja nad własnym znaczeniem. Angielski
dramaturg uświadamia nam, że człowieka nie definiują nagromadzone dobra, gdyż właśnie
w chwili, kiedy je wszystkie traci, ma szansę uzyskać to, co najcenniejsze –
przebudzenie.
Komentarze
Prześlij komentarz